Przeglądając internet w poszukiwaniu nowych inspiracji, na pewno natkniecie się na jakiś nieznany byt, a mianowicie – gofry belgijskie.
Czym one się różnią od normalnych – tu chyba pierwsza myśl.
Ja nigdy osobiście nie spotkałam się z czymś takim, sprzedawanym gdzieś na mieście. Już prędzej szukałabym belgijskich gofrów w jakiś foodtruckach czy innych zlotach dobrego, nieco egzotycznego jedzenia. Przynajmniej tam swego czasu spróbowałam belgijskich, ale frytek. W sumie od normalnych, niczym się nie różniły, poza grubością i tym, że nie były mrożone. No ale tu nie o tym….

Zrobiłam mały rekonesans i wyszło na to gdzie tkwi różnica pomiędzy tymi goframi:
Czym się różnią gofry belgijskie od normalnych?
- Przede wszystkim zasadniczą różnicą pomiędzy goframi które znamy z nadmorskich budek, a belgijskimi jest taka, że te drugie są na bazie drożdży. Zamiast tradycyjnie dodawanego proszku do pieczenia, który spulchnia i sprawia, że ciasto rośnie podczas grzania, są tu drożdże. Ich zadanie jest takie samo, ale jednak efekt końcowy nieco inny. No przynajmniej w smaku. Ciasto na drożdżach zawsze będzie inne, niż to pieczone na proszku.
- Druga różnica to delikatny karmelowy posmak gofrów belgijskich. Bierze on się stąd, że do wyrośniętego już ciasta na gofry belgijskie dodaje się gruba odmianę cukru – zwanego u nas perlistym. To takie trochę grudki zbitego cukru, które w gofrownicy powoli się rozpuszczają, dając karmelowy smak w waflu. To zdecydowanie wyróżnia gofry belgijskie od normalnych
Przepis na gofry belgijskie:
- Trzecią zauważalną różnicą jest słodkość samych gofrów. Te belgijskie są o wiele słodsze i co ciekawe bardziej tłuste od tego co znamy. Spotkałam się nawet z przepisem, gdzie była ponad kostka masła na 10 sztuk gofrów!! Bomba kaloryczna jakby nie patrzeć. No ale warta choć jednokrotnego spróbowania. Raz się żyje!